Za nami intensywna i pełna zwrotów akcji runda jesienna w lubuskiej IV lidze. Sprotavia zakończyła ją na siódmym miejscu z dorobkiem trzydziestu punktów, a kibice mogli zobaczyć dużo odważnej gry i brak jakichkolwiek remisów… O tym, skąd wzięła się tak bezkompromisowa postawa, które mecze najbardziej bolą i jak wyglądają plany na zimę, porozmawialiśmy z trenerem Sebastianem Horodyskim. Poniżej pełna rozmowa.
Mateusz Bukowski, Szprotawa.tv:
Panie trenerze, dziękuję, że znalazł pan chwilę. Chciałbym zadać kilka pytań o zakończoną rundę.
Sebastian Horodyski:
Oczywiście, nie ma problemu.
MB:
Zacznijmy od statystyk. W siedemnastu meczach nie zanotowaliście ani jednego remisu – dziesięć zwycięstw, siedem porażek. Skąd taka bezkompromisowość?
SH:
To głównie efekt zmiany stylu gry. Mocno się wzmocniliśmy w ofensywie i to naturalnie przesunęło naszą grę bardziej do przodu. Rok temu byliśmy „mistrzami remisów”, teraz nie mamy ani jednego. W poprzednim sezonie kadra nie pozwalała nam grać aż tak ofensywnie, więc broniliśmy głębiej. W tym roku wygląda to inaczej.
MB:
Widać też wyraźny kontrast między meczami u siebie a tymi na wyjazdach. Na stadionie w Szprotawie – siedem zwycięstw i dwie porażki. Poza domem – trzy wygrane i pięć przegranych.
SH:
To znów efekt stylu. Gramy odważnie, często otwieramy się w ataku. Przykłady? W Rzepinie prowadzimy i przegrywamy 2:1. W Gorzowie prowadzimy ze Stilonem, a kończy się 4:1. To była gra atrakcyjna, ale nie zawsze szedł za tym wynik. Na pewno mamy niedosyt po Polonii Słubice – nie byliśmy tam słabsi i zasłużyliśmy przynajmniej na punkt. Stilon to klasa sama w sobie, a Bytom Odrzański jest dziś poza zasięgiem całej ligi.
MB:
Poza Słubicami i Rzepinem, jest jeszcze jakiś mecz, którego szczególnie pan żałuje?
SH:
Najbardziej boli Sulęcin. Wiemy, co tam poszło nie tak, choć to już bardziej kwestie mentalne. Tam na pewno uciekły nam punkty. Ale trzeba też pamiętać, że w końcówkach ze Zbąszynkiem i Zieloną Górą zdobyliśmy zwycięskie bramki. Bilans w pewnym sensie się więc wyrównuje.
MB:
Wspomniał pan o mentalności. Faktycznie często traciliście gole na początku drugich połów.
SH:
Tak. Te pierwsze dziesięć minut po przerwie było naszym problemem. Przykład: prowadzimy 3:0 z Zieloną Górą, robi się 3:3 i końcówka jest nerwowa. Na szczęście tam udało się wygrać. Cała runda to miks radości z wygranych i żalu po meczach, gdzie mogliśmy ugrać więcej.
MB:
Patrząc na tabelę – siódme miejsce i trzydzieści punktów. Jest satysfakcja?
SH:
Tak, choć czujemy lekki niedosyt. Gdyby dorzucić sześć punktów więcej, bylibyśmy naprawdę bardzo zadowoleni. Ale trzeba szanować to, co mamy. To nie były łatwe trzydzieści punktów.
MB:
Jaki cel wyznaczyliście sobie przed rundą?
SH:
Wzmocnienia, które zrobiliśmy, to nie były kosmetyczne ruchy, tylko realne podniesienie jakości. Większość nowych chłopaków gra w podstawie. Nie celujemy w awans, ale chcemy regularnie odbierać punkty faworytom. Do tej pory z tym różnie bywało.
MB:
Atak funkcjonował dobrze, ale straciliście sporo bramek. Czy zimą planujecie wzmocnienia w defensywie?
SH:
Nie wiem, czy mówimy tu konkretnie o nowych obrońcach. Bardziej musimy poprawić organizację gry całego zespołu w defensywie. Atakuje jedenastu, broni jedenastu. Straciliśmy za dużo bramek i nad tym pracujemy.
MB:
Kto zasłużył na największe pochwały po tej rundzie?
SH:
Cały zespół. Nie chcę wyróżniać jednostek. Jedni strzelają, inni rozgrywają, inni blokują. Meczu samemu nikt nie wygra. To zasługa chłopaków, sztabu i kierownika.
MB:
Kiedy wracacie do treningów i jak wygląda plan sparingów?
SH:
Chłopaki mają już przerwę, a przygotowania do rundy wiosennej rozpoczynamy 7 stycznia. Trenujemy w Szprotawie. Zaplanowaliśmy sparingi z Dozametem Nowa Sól, Promieniem Żary, Polmo Kożuchów, Odrą Nietków, Twardym Świętoszów, GKS Raciborowice i Łużycami Lubań. Wszystkie mecze rozegramy na naszych obiektach.
MB:
Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas.
SH:
Również dziękuję. Do usłyszenia.










